sobota, 15 listopada 2014

"Interstellar"- recenzja

Jest to film z gatunku Science-fiction. Reżyseria i scenariusz Christopher'a Nolan'a. Trwa 2 godz. 49 min.

Obsada:
- Matthew McConaughey
- Anne Hathaway
- Jessica Chastain
- Bill Irwin
- Ellen Burstyn
- Michael Caine
- Wes Bentley
- Casey Affleck

  Film opowiada o grupie badawczej, która odkrywa i wykorzystuje tunel czasoprzestrzenny, by przezwyciężać granice podróży kosmicznych oraz ogromne dystanse międzygwiezdne. Celem tego wszystkiego jest... nie powiem, przekonajcie się sami.

 Moim zdaniem film efektami specjalnymi podobny do "Grawitacji", lecz pewnie większość straci na sile w telewizji. Jednak nie tylko efekty specjalne uczyniły ten film tak dobrym. Uważam, że przekazywał też bardzo ciekawą historię. Serdecznie polecam :)


~Blueberry

poniedziałek, 14 lipca 2014

Wakacyjny wyjazd upragniony...

Długi czas mnie nie było i (stety/niestety) jeszcze dwa tygodnie nie będzie. Wakacje ciągnęły mnie bardziej do wakacyjnego szaleństwa, książek i spotkań ze znajomymi, niż do komputera (nie licząc The Sims 3).
Lecę na wyspę grecką Korfu na najbliższe dwa tygodnie (wylatuję jutro). Książki, które biorę na wyjazd i pamiętnik obowiązkowo (liczba książek: 4 dość grube. Tak, jestem molem książkowym...) ważą razem, aż 2,5 kg! Ale mi to nie przeszkadza. Czytanie w wakacje, w cieniu parasola lub drzewa, leżąc na leżaku jest najlepsze, więc...

"TRZYMAJTA SIĘ TAM!" [- jak powiedział bałwanek Olaf z "Krainy lodu"] I DO ZOBACZENIA JUŻ 30 LIPCA!!!

~Borówka

sobota, 28 czerwca 2014

Wakacyjna zmiana

Hejka!
Ponieważ zaczęły się wakacje zmieniłam wygląd bloga. Myślę, że się Wam spodobał. Piszcie w komentarzach. Niestety muszę kończyć, bo wzywa mnie wakacyjne szaleństwo. Pa.

~Blueberry

środa, 25 czerwca 2014

"Grawitacja"- recenzja

"Grawitacja" to film z gatunku science-fiction, thriller. Reżyserował go Alfonso Cuarón. Trwa on ok. 90 min i według mnie ma bardzo spektakularne efekty specjalne, za co zresztą dostał Oskara. 

Fabuła:
Inżynier medyczna dr Ryan Stone odbywa pierwszą misję na wahadłowcu kosmicznym Explorer, jej towarzyszem jest doświadczony astronauta Matt Kowalski, dowodzący swoją ostatnią misją. Podczas spaceru kosmicznego szczątki satelity telekomunikacyjnego niszczą wahadłowiec, a oboje astronautów zostaje pozbawionych kontaktu z Centrum Lotów Kosmicznych w Houston.

Moim zdaniem film o fajnej tematyce i genialny, jeśli chodzi o efekty special. Polecam.


~Blueberry

Sorry...

Sorki, ale pisząc ostatniego posta całkiem zapomniałam, że będę musiała zrobić pewną pracę plastyczną na j. niemiecki do szkoły. Jednak wstawiam to TYLKO o dzień później, więc myślę, że bardzo z tego powodu nie ubolewacie. Prawda?

~Blueberry

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zapowiedź jutra :)

Hejka!
Dzisiaj krótko, szybko i na temat. Najprawdopodobniej jutro wstawię posty z recenzjami filmów "Grawitacja", "Sala samobójców" oraz "Kraina lodu", które w ostatnim czasie oglądałam. Myślę, że więcej jutro, w tym (jak zwykle) zabieganym wtorku nie zdziałam, ale postaram się, aby w najbliższym czasie wskoczyło trochę recenzji książek, nowinek muzycznych i nie tylko oraz pomysłów na wakacyjną nudę, bo... 
*** ZBLIŻAJĄ SIĘ WAKACJE! ***

 Dzisiaj na prawdę już muszę kończyć... Pa!
~Borówka

środa, 18 czerwca 2014

Mistrzostwa Świata FIFA

Witajcie! 
Wszyscy mężczyźni (i nie tylko) "trąbią" teraz ciągle o tzw. mundialu... Może to dobrze, może to źle. Mnie to, szczerze mówiąc, nie obchodzi. Może być, nic nadzwyczajnego. A jaka jest tego w ogóle historia? 

Wikipedia mówi:
Mistrzostwa świata w piłce nożnej, nazywane również mundialem (hiszp. – światowy) lub Pucharem Świata (ang. World Cup) – międzynarodowy turniej piłkarski, w którym biorą udział męskie reprezentacje narodowe federacji należących do FIFA. Pierwsze mistrzostwa odbyły się w 1930 roku w Urugwaju. Od tego czasu odbywają się co cztery lata, z wyjątkiem 1942 i 1946 roku, kiedy to nie zostały rozegrane z powodu II wojny światowej.

Teraz już wiem dlaczego to się nazywa mundialem... Nie jestem jakąś wielką fanką piłki nożnej, ale od czasu do czasu pooglądać mogę (np. jak tata ogląda). Osobiście kibicuję Australii, Holandii i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Ale wiecie... Ja na piłce nożnej się nie znam.


Z mundialowym pozdrowieniem (hi, hi, hi)
~Borówka

PS Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale... I tutaj KLOPS. Nie ma żadnego "ale". Po prostu mi się nie chciało... Ale zrozumcie mnie, czasami lenistwo się zdarza, ale czytajcie dalej :)



środa, 7 maja 2014

Gofry... mniam!

Dlaczego dzisiaj piszę o gofrach? Bo mam na nie wielką ochotę :)
Osobiście uwielbiam gofry i mogę jej jeść w każdej postaci i ze wszystkim (nawet jak się zasłodzę...).

 Co o gofrach "mówi" Wikipedia:
Gofr – rodzaj pulchnego lub chrupkiego wafla robionego w gofrownicy, gdzie nadawany jest mu charakterystyczny kształt – zazwyczaj jest to prostokąt lub kwadrat z kratownicą, rzadziej serduszka ułożone w kwiatek. Podaje się je najczęściej z bitą śmietaną i owocami, a także z dżemem lub z lodami.
Ciasto na gofry przygotowuje się przez wymieszanie mąki, cukru, soli, stopionego masła lub oleju, żółtek jaj i mleka, a następnie ubitych białek jaj. Specyficzną odmianą gofrów są gofry belgijskie, spopularyzowane w 2 połowie XX w.

Jak je zrobić? Oto jeden z przepisów :


Krok 1. Przygotowanie ciasta na gofry
Białka oddzielamy od żółtek. Z białek i szczypty soli ubijamy sztywną pianę. Żółtka miksujemy z olejem, mąką, proszkiem do pieczenia, mlekiem i cukrem waniliowym. Następnie delikatnie mieszamy z ubitymi białkami. Powinno nam wyjść ciasto o lekko gęstej konsystencji (na pewno dużo bardziej niż na naleśniki, ale wciąż lekko lejącej).
Krok 2. Smażenie w gofrownicy
Gofrownicę delikatnie smarujemy olejem (tylko przed nalaniem pierwszej porcji ciasta) i rozgrzewamy. Możemy też użyć oliwy w sprayu. Nalewamy ciasto tak, żeby delikatnie przykryć całą powierzchnię. Smażymy w gofrownicy na złoto-brązowy kolor. Bez obaw możemy otworzyć przykrywkę i sprawdzić, czy są już gotowe, a następnie, w razie potrzeby, zamknąć i jeszcze trochę podpiec. Razem z Anią uznałyśmy, że jej gofrownica lepiej podpieka u dołu i w połowie smażenia obracałyśmy gofry na drugą stronę, używając drewnianej łopatki. W ten sposób były równomiernie podpieczone z obydwu stron.
Można je jeść prawie ze wszystkim (bo chyba nie np. z grzybami itp.).
I jeszcze na zakończenie kilka fotek gofrów, aby narobić Wam "smaka".
 
                              

~Borówka
PS smacznego!

niedziela, 4 maja 2014

Post organizacyjny :)

Bardzo Was przepraszam za moją szalenie długą nieobecność, ale zrozumcie... brak weny powoduje u mnie niemalże spustoszenie. Jednak teraz z nowymi siłami i pomysłami wracam. Moja majówka? Taka sobie... Po pierwsze pogoda nie najlepsza, a po drugie brak pomysłów co robić itd. Wstawię za chwilę coś nowego na stronkę. Co? Niespodzianka. To chyba tyle. Kończę i słońca życzę :)

~Borówka

Tajemnice

Następnego dnia z ogromnym lękiem przekroczyłam próg szkolnych drzwi. Bałam się co Leo może odpowiedzieć. "Jednak nie miałam innego wyjścia. Musiałam mu powiedzieć. Nie mogłam już wytrzymać."- tłumaczyłam się sobie w myślach. Nagle wpadłam przez przypadek na Olivera. Obok niego stała Top...
 Top jest moją dobrą przyjaciółką od... chyba czwartej klasy. Zna prawie wszystkie moje sekrety (włącznie z tajemnicą o Leo), ja znam jej.Wiemy o sobie praktycznie wszystko. Jednak pozostały "drobiazgi", których o mnie nie wie.
 Kontynuując przebieg sytuacji, zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam Top stojącą właśnie obok Olivera. Od kiedy tylko pamiętam, szczerze go nienawidziła. Zrozumcie, więc moje zdziwienie! Postanowiłam iść dalej do szatni i nie zwracać na nich większej uwagi. Jednak jak zwykle coś, albo raczej ktoś, musiał mi utrudnić życie... Leo był już w szatni.
 A przecież specjalnie po to, by uniknąć konfrontacji z nim i odpowiedzi, wyszłam wcześniej z domu! Teraz musiałam wykorzystać mój "ekran". Zamknęłam oczy i wybrałam: "patrz w przyszłość". Zobaczyłam siebie i Leo rozmawiających i śmiejących się. Czyli nie odmówił! Uratowana! 
 Z całą pewnością na powodzenie weszłam do szatni. Od razu spojrzałam na Leo. Jego oczy były... były takie piękne.
- Jaka odpowiedź?- zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
Milczał. Najwyraźniej specjalnie trzymał mnie w niepewności. Jednak w końcu zaczął mówić:
- Myślę, że... powinnaś wiedzieć, że... Ty też mi się podobasz.- powiedział jąkając się, ale ostatnie słowa wymawiał tak szybko, że prawie go nie zrozumiałam.
 Byłam myślami w obłokach... I spełniło się to, co zostało przedstawione w "ekranie". Rozmawialiśmy i śmialiśmy się inaczej niż kiedyś, lepiej...
 Potem przypomniałam sobie o Top i Oliverze. To było coś dziwnego. Wyszłam z szatni, aby to wyjaśnić. Podeszłam do Top i poszłam z nią "na stronę". Zaczęłam "zabawę w komisariat".
- Co to ma znaczyć?- żądałam wyjaśnień.
- Co? Ale o co Ci chodzi?
- No o Ciebie i Olivera!- wybuchłam.
- Czekaliśmy na Ciebie. Oliver ma chyba do Ciebie jakiś "biznes".
- Ale dlaczego WY czekaliście?
- Ponieważ Oliver się jąkał, a ja miałam pomóc mu Ci to powiedzieć.
- Ale co?
- No dobrze... I tak wszystko by się wydało. Oliver chciał Ci powiedzieć, że...- zamilkła- że... On chciał Cię zaprosić na przyjęcie.
- I tylko tyle?- naprawdę spodziewałam się czegoś więcej.
- Tak. TYLKO tyle.
- Acha...
 Nagle podeszły do nas Leksy i Gekoni. Zdziwił mnie widok Leksy z zabandażowaną lewą ręką.
- Co się stało?!- zapytałam.
- Eee...- najwyraźniej nie chciała mi powiedzieć prawdy.
 Potem zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na lekcje...

wtorek, 11 marca 2014

*c.d. Urodzinki

Lekcje przebiegały bez większych komplikacji spowodowanymi nadmiernie wysoką ilością składanych mi życzeń. Wszystko miało przebiegać zgodnie z planem, którego nawet nie stworzyłam, czyli po prostu normalnie. Jednak jak zwykle jaśnie pan LOS chciał inaczej. Oczywiście tego dnia Oliverowi "odbiło", to znaczy: spytał się mnie czy coś do niego JESZCZE czuję. Przecież ja nigdy NIC do niego nie czułam, a na pewno nie w takim sensie, czyli w miłości czy zauroczeniu. Ogółem rzecz biorąc trochę mnie to zdziwiło i szczyptę zdenerwowało. Jednak nie spodziewałam się za żadne skarby tego co się mogło jeszcze wydarzyć... Zadziało się to od razu po lekcjach w szatki, kiedy wszyscy już wyszli. Wszyscy oprócz mnie i Leo. Zamknęłam oczy i włączyłam opcję "patrzeć w przeszłość", aby popatrzeć na nas wtulonych w siebie. Właśnie wtedy Leo zaczął rozmowę:
- Ty też tak umiesz! Nie jestem, więc tym dziwnym i innym!
- Ale o co Ci chodzi Leo?
- O TO z tymi zamkniętymi oczami. Ty też tak masz prawda...?- chyba się zaniepokoił czy aby na pewno "też tak mam".
Jednak nie miał się czego obawiać zbyt długo, bo już po króciutkiej chwili odpowiedziałam:
- Tak...- zawstydzało mnie to, że jestem ta INNA, ale przy Leo przynajmniej nie czułam tego, aż tak mocno.- Czy Ty też widzisz tak jakby "menu główne w komputerze" za każdym razem, kiedy zamkniesz oczy?
- Tak...
To jedno słowo wstrząsnęło mną tak mocno, że zapomniałam o wszystkim i w przypływie emocji powiedziałam:
- Podobasz mi się...
Kiedy tylko zorientowałam się jakie słowa wypowiedziałam dosłownie przed chwilą, wzięłam torbę i jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Bałam się jego reakcji...

koniec części "*Urodzinki"

Ups...Dzień Kobiet z opóźnieniem

 Bardzo Was przepraszam, wszystkie kobiety, ale wybaczcie. Nawet nie zauważyłam, że nie wstawiłam żadnego posta na ten chwalebny temat.

 Zacznijmy, więc to "wypracowanie".
Na wstępie pragnę nadmienić, iż cudowna ironia losu sprawiła, że zapomniałam o tym poście wcześniej, a teraz, kiedy go piszę opuściło mnie natchnienie... Nie wiem co mogę na ten temat napisać jak tylko...
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA WSZYSTKICH KOBIET !

~Borówka

PS z góry przepraszam za tak krótkiego i bezsensownego posta...


niedziela, 9 marca 2014

*Urodzinki

Zacznę od małego powiadomienia. Gwiazdka (*) przed tytułem posta oznacza od dziś, że to jest opowiadanie. A teraz właśnie ono:


Życie biegło dalej swoim rytmem, aż dobiegło do moich urodzin. Tym razem moje urodziny wypadały w piątek. Byłam wniebowzięta, kiedy obudziłam się w piątek rano i zobaczyłam w kalendarzu, że jest już 7 marca. W szkole było normalnie, chociaż prawie co krok ktoś składał mi życzenia. Jednak czegoś w tym wszystkim brakowało. Nie było tak jak zawsze, ale czy to "zawsze" musiało być "tym właściwym"? A no tak! Zapomniałam, że te urodziny MUSIAŁY być inne, nawet z takiego powodu, jak moje "zwidy"...

c.d. nastąpi 




piątek, 7 marca 2014

Słodzaśny!

Jest pewna rasa, która po skróceniu sierści wygląda, jak pluszowy miś.
Jest to rasa pomeranian, a po polsku szpic miniaturowy.
Niektórzy uważają, że popularnie nazywany mianem "psa rasy Boo" jest odmienną rasą. To nie prawda!
"Pies Boo" to ten sam pies co szpic miniaturowy, tylko z krótką sierścią. Dla porównania zamieszczam zdjęcie.


Jest słodziaśny. Każdy przyzna mi rację.

To na tyle...
~Borówka

Najwięksi i najmniejsi

Postanowiłam, że dzisiaj napiszę tego posta. Jest do tego, moim zdanie, dobry czas.
Różnice były, są i będą zawsze: między ludźmi, między zwierzętami, między roślinami, między rzeczami...itp.

Oto kilka przykładów największych i najmniejszymi:

  • Najwięksi
  największy pies świata- George

robert wadlow wzrost  najwyższy w historii (obecnie nieżyjący) człowiek na świecie- Robert Wadlow

najwyższy człowiek obecnie  najwyższy żyjący człowiek na świecie- Sultan Kosen

  • Najmniejsi
Najmniejszy człowiek świata  najniższy żyjący człowiek świata- Chandra Bahadur Dangi

  najmniejszy pies świata- Miracle Milly

To chyba na tyle...
Żegnam.
~Borówka

Urodzinki!

Witam wszystkich!
Dzisiaj jest dla mnie wielki dzień. Jaki? Moje 13 urodzinki!
Jestem z tego powodu bardzo uradowana! Nie dlatego, że dostanę prezenty, tylko dlatego, że moim zdaniem urodziny oznaczają tzw."czystą kartę" Wszystko jest nowe, a dawne problemy idą w zapomnienie.
Dla mnie jest to również dzień, w którym ustanawiam sobie nowe cele i postanowienia.
Myślę, że to chyba na tyle... Życzcie mi spełnienia marzeń!


Dziękuję
~Borówka

PS 1 wybaczcie, że ostatnio mało się tu działo... zrozumcie: brak weny...
PS 2 nie pisałam o Tłustym Czwartku, bo nie uważam tego za coś szczególnie ciekawego i wymagającego posta.

czwartek, 20 lutego 2014

Kapibara

Według mnie kapibara jest ciekawym zwierzęciem. Dla mnie przypomina bardzo dużą świnkę morską.

Troszkę faktów :)

  • długość życia: 8-10 lat
  • waga: 35-65 kg
  • długość ciała: 100-130 cm
  • ! kapibara to gryzoń
To tyle z samych faktów. Poza tym uważam, że są one słodziaśne.
A czy wiedzieliście, że niektóre oswojone kapibary są trzymane w domach?
Nie spodziewałam się tego, a jednak!
Ale małe kapibary są śmieszne i słodkie. Widziałam kiedyś nagranie dwóch maluchów z matką z zoo w Berlinie, chyba. Maluchy niby chciały wyjść na wybieg i się bawić, ale z drugiej strony chciały być blisko mamy i trochę się bały.

Jeszcze na koniec troszkę zdjęć.

   
 

~Borówka

wtorek, 18 lutego 2014

Światowy Dzień Kota- 17 lutego

I znowu spóźniony post.
Bardzo Was przepraszam, ale zrozumcie. Nie ja o tym decyduję czy jestem chora, czy też nie.
Ale przejdźmy do tematu. Wczoraj był Światowy Dzień Kota. Z tej okazji życzę wszystkim właścicielom kotów i samym pupilom spóźnione: wszystkiego najlepszego!


I jeszcze kilka kocich fotek :)

 To jest  kot Bou, Borys (kot rosyjski niebieski).

              

~Borówka

To wszystko jest super, tylko ja się pytam: A kiedy będzie Dzień Świnki Morskiej, co?

15 lutego- Dzień Singla!

Wesołego Dnia Singla! Nic dodać, nic ująć! No może oprócz tego:
Wiecie, że św. Walenty to patron osób ciężko chorych psychicznie?
Więc walentynki to Dzień Szaleńca :) Ale miłość to przecież szaleństwo.
To tyle.

~Borówka

Bardzo spóźnione walentynki

Bardzo Was przepraszam, ale nie mogłam nic napisać wcześniej. Powód? Byłam chora, ale teraz już jestem i piszę posta z opóźnionym tematem: walentynki.
Ja uważam, że są trochę bez sensu pod paroma względami, ale jak ktoś chce je obchodzić to może.
Najważniejszym, według mnie argumentem jest to, że jak się kogoś kocha to cały czas, a nie tylko jeden raz w roku.
A co Wy o tym myślicie?
Piszcie w komentarzach.


~Borówka

środa, 12 lutego 2014

E.T.

Pewnie wielu z Was zna, albo przynajmniej kojarzy E.T.
Jest to film, ale (jak niedawno się dowiedziałam) również książka.

Kilka faktów o filmie:

  • pełny tytuł (po ang.)- E.T. the Extra Terrestrial
  • reżyseria- Steven Spielberg
  • scenariusz- Melissa Mathison 
  • aktorzy (między innymi): Henry Thomas (jako Elliot), Dee Wallace-Stone (jako Mary), Robert MacNaughton (jako Michael), Tamara De Treaux (jako E.T.)
  • muzyka- John Williams
  • data premiery- 26 maja 1982
  • nagrody: 4 Oskary (w 1983), 2 Złote Globy (w 1983), 1 nagroda BAFTA (w 1983)
Kilka faktów o książce:
  • książka na podstawie filmu
  • tytuł- taki sam jak film
  • autor- William Kotzwinkle
  • przełożyła (z ang.)- Maria Zborowska
To tyle z faktów. A z praktyki? Osobiście wolę książki od filmów, ale w tym przypadku oba są wspaniałe. Serdecznie wszystkim polecam.

I jeszcze kilka grafik:

  

~Borówka

Zawiadomienie

Otóż:
  • przepraszam za moją chwilową nieobecność
  • proszę o komentarze
  • zapraszam do czytania bloga Bou (jest w zakładce)
  • zachęcam do polecania mojego bloga 
Poza tym mam dla Was wiadomość:
Od dzisiaj poza opowiadaniami będą pojawiać inne posty, typu: recenzje, coś z mojej codzienności, jakieś wpadki, ciekawe (moim zdanie) tematy, moje poglądy itp.

Thanks a lot
~Borówka

poniedziałek, 10 lutego 2014

Jutro...

  Nazajutrz, w środę, szłam do szkoły w wyśmienitym humorze. Wiedziałam co mnie tam czeka i bardzo się z tego cieszyłam. Po raz pierwszy miałam wtulić się w Leo... Byłam wniebowzięta. Weszłam do szkoły, zdjęłam kurtkę i poszłam na piętro, na którym miałam mieć j. niemiecki. Oczywiście, jak w każdą środę miałam ze sobą gitarę. Czekałam pod salą do dzwonka jednak okazało się, że pani Firdan nie ma i z tego powodu lekcja j. niemieckiego została odwołana. Byłam z tego powodu uradowana, co zdziwiło Shini (ona nienawidzi j. niemieckiego), bo ja z reguły lubię j. niemiecki.
  Siedziałyśmy pod salą, gdy na widnokręgu, za bardzo fantazjuję, na początku korytarza ujrzałam Leo. Jego oczy zawsze mnie onieśmielały. I tym razem nie odeszło to od normy i po plecach przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Byłam w innym świecie, kiedy Shini zaczęła mnie wypytywać. Wyrwana z krainy marzeń niechętnie odpowiedziałam cienką, szorstką ripostą, która najwyraźniej ją uraziła, bo potem się do mnie nie odzywała. Zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu i o Leo. Nie mogłam zaprzeczyć, że czuję do niego coś więcej niż przyjaźń, ale oczywiście on ma na razie o niczym nie wiedział. Jednak z moich "zwidów" wynikało, że z jakiegoś powodu mnie przytulił. Może było mi po prostu zimno, a może dowiedział się o czymś ważnym i pozytywnie to przyjął? A może chodziło jeszcze o coś innego? Dalej nie mogłam (i nie chciałam!) myśleć, bo koło mnie usiadł "król moich marzeń", Leo...
  Zaczął mnie zagadywać:
- Cieszysz się, że nie ma niemca?
- Tak, a ty?- odpowiedziałam.
- Też mi to odpowiada. Gdzie chodzisz na gitarę?- zmienił temat kierując wzrok na mój instrument muzyczny.
- Do Pałacu Młodzieży.
- W środy?- zadał bezsensowne pytanie cudnie się przy tym uśmiechając.
- Nie, wiesz. W poniedziałki.- odpowiedziałam głupią odpowiedzią na głupie pytanie.
- A czy mógłbym z Tobą iść do Pałacu Młodzieży, odprowadzić Cię?
Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.
Naszą rozmowę próbował skończyć mówiąc:
- To ok.
Jednak ja nie pozwoliłam mu na to. Byłam czasami, aż nazbyt ciekawska.
- A co Cię naszło, żeby mnie odprowadzić?
Zamilkł.
- A nic...
Wiedziałam, że coś ukrywa (nawet wiedziałam co, zwidy...) i ciągnęłam dalej.
- Kręcisz. Ty coś ukrywasz.- zaśmiałam się i szturchnęłam go lekko w ramię.- Powiedz, co naprawdę Cię naszło, żeby mnie odprowadzić?
  Znowu cisza, ale tym razem było w niej więcej tajemniczości. Cisza ciągnęła się dość długo, gdy wreszcie wydobył się z niej głos Leo:
- Ech...tajemnica. Dowiesz się potem.
Zakończył tak, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z drugiej strony nie chciałam nic odpowiadać, bo Leo się do mnie przybliżył. Poczułam przyjemny dreszcz. Nie chciałam zepsuć tej chwili. Przez resztę lekcji myślałam tylko o tym co odpowiedział Leo ("Ech...tajemnica."). O co mu chodziło mówiąc "tajemnica"? I o jaki sekret chodzi? Na szczęście lekcje minęły mi nadzwyczaj szybko, a po nich wyszłam przed szkołę, bo tam byliśmy umówieni. Po około pięciu minutach Leo pojawił się w drzwiach szkoły.
- To co, idziemy?- zapytał, zapinając do końca kurtkę.
- Idziemy.- odpowiedziałam.
  Szliśmy. Po jakimś czasie zaczął lekko prószyć śnieg. Straciłam już nadzieję, że w ogóle Leo ma jakieś zamiary w stosunku do mnie. Jednak  bardzo się myliłam. Najwyraźniej zauważył, że jest mi trochę trudno iść z ciężką torbą i gitarą, bo zapytał:
- Może poniosę Ci tą torbę? Chyba Ci ciężko, co?
- No trochę ciężko, masz rację. Jakbyś mógł...- troszkę się zawstydziłam, ale podałam mu moją szkolną torbę.
Szliśmy dalej w ciszy. Zbliżaliśmy się do fontanny. Po chwili wpadłam na pewien pomysł.
- Usiądziemy?- spytałam kierując wzrok w stronę ławki niedaleko fontanny.
- Możemy.
  Zamknęłam oczy i wybrałam "widzieć i zmieniać przyszłość". Tym razem zmieniłam tylko jedno- żeby było mi zimno (abym nie musiała kłamać).
Otworzyłam oczy i od razu zrobiło mi się chłodniej. Odruchowo przybliżyłam się do Leo, zaczęłam się wtulać, ale on nie zareagował negatywnie, tylko objął mnie, przytulił i zapytał:
- Zimno Ci?
Kiwnęłam głową na znak, że ma rację. On nic sobie z tego nie zrobił i dalej mnie przytulał.
  Cel został osiągnięty, ale nie to było najważniejsze. To co ceniłam najbardziej to było to, że w końcu Leo zauważył chyba, jaką darzę go sympatią.


koniec części "Jutro..."

sobota, 4 stycznia 2014

C.d. W pokoju

Usiedliśmy razem przed komputerem. Włożyłam płytę "The Sims 3" i włączyłam grę. 
- Stworzymy własną rodzinkę?- spytałam.
- Możemy.
Weszłam w opcję "Stwórz rodzinę". Umówiliśmy się, że ja robię siebie, a on siebie tak jak chcemy. Byłam podekscytowana. Graliśmy ok. godzinę. Potem Leo musiał już iść, a ja nie wiem dlaczego, stanowczo tego nie chciałam. Zamknęłam oczy, Tym razem wybrałam opcję "patrzeć i zmieniać przyszłość". Pierwszy raz to wybieram, więc jestem uradowana, gdy widzę nas przytulonych do siebie przed szkołą. Jest to najprawdopodobniej środa, (czyli jutro!!!) bo w ten dzień mam ze sobą gitarę, tak jak na "ekranie". Powoli otwieram oczy, ponieważ nie chcę zmienić tej jutrzejszej sceny. Po tym spokojnie się z nim żegnam, mając ciągle w pamięci mój "ekran"...

koniec części W pokoju

piątek, 3 stycznia 2014

W pokoju

Czułam się niezręcznie. Nie wiedziałam jak się zachować, co powiedzieć, a czego nie mówić. Przecież nic o nim właściwie nie wiedziałam! Zapomniałam już o moich, jak to określam, zwidach...Siedzieliśmy w absolutnej ciszy, ja na krześle przy biurku, a on na sofie. Chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo w moich "zwidach" tylko siedzieliśmy w moim pokoju. Nic więcej, nic mniej. Ostatecznie postanowiłam włączyć radio. Podeszłam do szafki, na której była moja wieża i ustawiłam głośność na 13.
Niby to pechowa liczba, ale nigdy jeszcze tego nie zaznałam, więc w to nie wierzę. Zaczęliśmy słuchać muzyki nic do siebie nie mówiąc. Po kilku minutach usłyszałam moją ulubioną piosenkę Ironic- Alanis Mirossette. W końcu wpadłam na pomysł do rozmowy.
- To moja ulubiona piosenka, a jaka jest twoja?
- Ta sama.- odpowiedział, jakby od niechcenia, a może z nieśmiałości.
- Naprawdę?- nie mogłam w to uwierzyć.
- Serio.- uśmiechnął się.
"Jego uśmiech był cudowny...Co ja wygaduję!!!Czy ja właśnie powiedziałam, że on mi się podoba? Teraz to powiedziałam! Ale wtopa!"- myślałam słuchając piosenki. Potem leciało kilka innych utworu. Następnie była
druga fajna piosenka Alanis Mirossette- Hands Clean. Jednak teraz nie zadawałam już żadnych pytań, po prostu słuchałam. Leo najwyraźniej też się wsłuchał, może nie znał tego kawałka? Potem zaczęła się jakaś audycja radiowa, więc wyłączyłam radio. Znowu zapadła cisza. Tym razem Leo ją przerwał:
- Lubisz grać w "Simsy" ?
- Tak, a co?- spytałam zaciekawiona podsuniętym tematem.
- A masz płytę? Może byśmy pograli?- dał ciekawą propozycję.
- Okej.

c.d.n.