poniedziałek, 10 lutego 2014

Jutro...

  Nazajutrz, w środę, szłam do szkoły w wyśmienitym humorze. Wiedziałam co mnie tam czeka i bardzo się z tego cieszyłam. Po raz pierwszy miałam wtulić się w Leo... Byłam wniebowzięta. Weszłam do szkoły, zdjęłam kurtkę i poszłam na piętro, na którym miałam mieć j. niemiecki. Oczywiście, jak w każdą środę miałam ze sobą gitarę. Czekałam pod salą do dzwonka jednak okazało się, że pani Firdan nie ma i z tego powodu lekcja j. niemieckiego została odwołana. Byłam z tego powodu uradowana, co zdziwiło Shini (ona nienawidzi j. niemieckiego), bo ja z reguły lubię j. niemiecki.
  Siedziałyśmy pod salą, gdy na widnokręgu, za bardzo fantazjuję, na początku korytarza ujrzałam Leo. Jego oczy zawsze mnie onieśmielały. I tym razem nie odeszło to od normy i po plecach przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Byłam w innym świecie, kiedy Shini zaczęła mnie wypytywać. Wyrwana z krainy marzeń niechętnie odpowiedziałam cienką, szorstką ripostą, która najwyraźniej ją uraziła, bo potem się do mnie nie odzywała. Zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu i o Leo. Nie mogłam zaprzeczyć, że czuję do niego coś więcej niż przyjaźń, ale oczywiście on ma na razie o niczym nie wiedział. Jednak z moich "zwidów" wynikało, że z jakiegoś powodu mnie przytulił. Może było mi po prostu zimno, a może dowiedział się o czymś ważnym i pozytywnie to przyjął? A może chodziło jeszcze o coś innego? Dalej nie mogłam (i nie chciałam!) myśleć, bo koło mnie usiadł "król moich marzeń", Leo...
  Zaczął mnie zagadywać:
- Cieszysz się, że nie ma niemca?
- Tak, a ty?- odpowiedziałam.
- Też mi to odpowiada. Gdzie chodzisz na gitarę?- zmienił temat kierując wzrok na mój instrument muzyczny.
- Do Pałacu Młodzieży.
- W środy?- zadał bezsensowne pytanie cudnie się przy tym uśmiechając.
- Nie, wiesz. W poniedziałki.- odpowiedziałam głupią odpowiedzią na głupie pytanie.
- A czy mógłbym z Tobą iść do Pałacu Młodzieży, odprowadzić Cię?
Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.
Naszą rozmowę próbował skończyć mówiąc:
- To ok.
Jednak ja nie pozwoliłam mu na to. Byłam czasami, aż nazbyt ciekawska.
- A co Cię naszło, żeby mnie odprowadzić?
Zamilkł.
- A nic...
Wiedziałam, że coś ukrywa (nawet wiedziałam co, zwidy...) i ciągnęłam dalej.
- Kręcisz. Ty coś ukrywasz.- zaśmiałam się i szturchnęłam go lekko w ramię.- Powiedz, co naprawdę Cię naszło, żeby mnie odprowadzić?
  Znowu cisza, ale tym razem było w niej więcej tajemniczości. Cisza ciągnęła się dość długo, gdy wreszcie wydobył się z niej głos Leo:
- Ech...tajemnica. Dowiesz się potem.
Zakończył tak, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z drugiej strony nie chciałam nic odpowiadać, bo Leo się do mnie przybliżył. Poczułam przyjemny dreszcz. Nie chciałam zepsuć tej chwili. Przez resztę lekcji myślałam tylko o tym co odpowiedział Leo ("Ech...tajemnica."). O co mu chodziło mówiąc "tajemnica"? I o jaki sekret chodzi? Na szczęście lekcje minęły mi nadzwyczaj szybko, a po nich wyszłam przed szkołę, bo tam byliśmy umówieni. Po około pięciu minutach Leo pojawił się w drzwiach szkoły.
- To co, idziemy?- zapytał, zapinając do końca kurtkę.
- Idziemy.- odpowiedziałam.
  Szliśmy. Po jakimś czasie zaczął lekko prószyć śnieg. Straciłam już nadzieję, że w ogóle Leo ma jakieś zamiary w stosunku do mnie. Jednak  bardzo się myliłam. Najwyraźniej zauważył, że jest mi trochę trudno iść z ciężką torbą i gitarą, bo zapytał:
- Może poniosę Ci tą torbę? Chyba Ci ciężko, co?
- No trochę ciężko, masz rację. Jakbyś mógł...- troszkę się zawstydziłam, ale podałam mu moją szkolną torbę.
Szliśmy dalej w ciszy. Zbliżaliśmy się do fontanny. Po chwili wpadłam na pewien pomysł.
- Usiądziemy?- spytałam kierując wzrok w stronę ławki niedaleko fontanny.
- Możemy.
  Zamknęłam oczy i wybrałam "widzieć i zmieniać przyszłość". Tym razem zmieniłam tylko jedno- żeby było mi zimno (abym nie musiała kłamać).
Otworzyłam oczy i od razu zrobiło mi się chłodniej. Odruchowo przybliżyłam się do Leo, zaczęłam się wtulać, ale on nie zareagował negatywnie, tylko objął mnie, przytulił i zapytał:
- Zimno Ci?
Kiwnęłam głową na znak, że ma rację. On nic sobie z tego nie zrobił i dalej mnie przytulał.
  Cel został osiągnięty, ale nie to było najważniejsze. To co ceniłam najbardziej to było to, że w końcu Leo zauważył chyba, jaką darzę go sympatią.


koniec części "Jutro..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz