Oto opowiadanie dla Was, ale zupełnie nie związane z opisywaną tu dotychczas historii. Jednak myślę, że za jakiś czas rozwinę tą opowieść.
Nie wiem, jak to się stało, ale pewnego ranka
obudziłam się w całkiem obcym mi domu. Zupełnie nie wiedziałam jak się tam
znalazłam. Zeszłam na dół, gdzie znajdował się salon połączony z kuchnią. Zobaczyłam tam kobietę,
mężczyznę i chłopca, których w ogóle nie znałam. Ci dorośli mówili do mnie:
"córeczko", a ten chłopiec uważał mnie za swoją starszą siostrę.
Przecież ja byłam jedynaczką i mieszkałam sama z mamą, bo mój tata zginął w wypadku
samochodowym! Nic z tego nie rozumiałam. Następnie poszłam do łazienki na
górze, aby zrobić coś z moimi włosami, które po nocy były zawsze całe
skołtunione, lecz to co zobaczyłam w lustrze całkiem mną wstrząsnęło.
Wyglądałam jak zupełnie inna osoba! Zamiast mieć długie ciemnobrązowe włosy i
zielone oczy w lustrze widziałam trochę wyższą ode mnie dziewczynę z bardzo
krótkimi platynowymi włosami i wnikliwymi szarymi oczami. Kiedy już rozczesałam
nie swoje włosy i umyłam nie swoje zęby zeszłam z powrotem na dół. Znowu byłam
zaskoczona tym co ujrzałam. Kobieta trzymała tort z piętnastoma świeczkami,
mężczyzna miał w rękach duże pudełko owinięte kolorowym papierem, a przy
suficie wysiał plakat
z napisem: Wszystkiego najlepszego z okazji piętnastych urodzin! Przecież ja
mam dopiero dwanaście lat. Potem usłyszałam słowa:
-Kochanie no i patrz jak
nasza mała Elina szybko dorasta! Ma już piętnaście lat! I znowu zaskoczenie!
Przecież ja mam na imię Lena. Szybko pobiegłam do pokoju, w którym się obudziłam. Musiało być stąd jakieś wyjście do rzeczywistego
świata, do mojego życia...
Niestety szukałam do późnego wieczora
bez skutku. Zaczęłam tęsknić za moją prawdziwą mamą
i kochaną Alice, moją świnką morską. Jednak musiałam działać. Chciałam się jak najszybciej znaleźć
w domu. Mijał tydzień po tygodniu, a wyjścia z tego dziwnego świata ciągle nie udawało mi się znaleźć. Byłam tym załamana. Niestety tak zaczął mijać miesiąc, potem dwa i tak dalej, aż uświadomiłam sobie, że jestem tu już rok! Moja psychika była teraz bardzo chwiejna. Jedno słowo
za dużo wypowiedziane z ust moich tutejszych „rodziców” lub „młodszego brata” doprowadzało mnie do płaczu lub krzyku. Do szkoły nie chodziłam. Miałam tutaj zajęcia indywidualne w domu. Na tych lekcjach najczęściej jednym uchem słuchałam, a drugim wypuszczałam. Nie byłam sobą!
W rzeczywistości nawet lubiłam szkołę i bardzo dobrze się uczyłam. Kiedy minął już tu rok szkolny
i zaczęły się wakacje zdarzyło się coś niezwykłego. W moim pokoju, w tym w którym się po raz pierwszy obudziłam znalazłam w końcu przejście do mojego świata. Jednak z przejściem do siebie postanowiłam poczekać do czasu, kiedy nikogo nie będzie w domu. Właśnie taka okazja znalazła się następnego dnia popołudniu. Moja „rodzina” pojechała na zakupy. Stanęłam przed przejściem (teleportem) zamknęłam oczy i policzyłam do trzech. Po wypowiedzeniu ostatniej liczby zaczęłam biec prostu w stronę wyjścia z tego okropnego świata. Kiedy już byłam w teleporcie poczułam, że nie czuję gruntu pod stopami. Chyba unosiłam się w powietrzu, latałam. Jednak mimo wszystko
nie odważyłam się otworzyć oczu. Następnie owiało mnie zimne powietrze. Tuż po chwili ciepłe.
Nic z tego nie zrozumiałam, ale nie było to już dla mnie ważne. Kiedy poczułam, że mam już grunt pewna siebie otworzyłam oczy. To co ujrzałam niestety nie było tym, czego oczekiwałam.
Tak naprawdę ciągle byłam w tym dziwnym świecie. Rozpłakałam się. Spróbowałam jednak jeszcze raz. Czułam dokładnie to samo, ale efekt był inny. Tym razem znalazłam się już w utęsknionym domu. Jak się potem dowiedziałam nie było mnie trzy lata i teraz miałam naprawdę piętnaście lat. Po tym zdarzeniu wszystko się ułożyło, ale dlaczego i jak to się stało nigdy się nie dowiedziałam…
i kochaną Alice, moją świnką morską. Jednak musiałam działać. Chciałam się jak najszybciej znaleźć
w domu. Mijał tydzień po tygodniu, a wyjścia z tego dziwnego świata ciągle nie udawało mi się znaleźć. Byłam tym załamana. Niestety tak zaczął mijać miesiąc, potem dwa i tak dalej, aż uświadomiłam sobie, że jestem tu już rok! Moja psychika była teraz bardzo chwiejna. Jedno słowo
za dużo wypowiedziane z ust moich tutejszych „rodziców” lub „młodszego brata” doprowadzało mnie do płaczu lub krzyku. Do szkoły nie chodziłam. Miałam tutaj zajęcia indywidualne w domu. Na tych lekcjach najczęściej jednym uchem słuchałam, a drugim wypuszczałam. Nie byłam sobą!
W rzeczywistości nawet lubiłam szkołę i bardzo dobrze się uczyłam. Kiedy minął już tu rok szkolny
i zaczęły się wakacje zdarzyło się coś niezwykłego. W moim pokoju, w tym w którym się po raz pierwszy obudziłam znalazłam w końcu przejście do mojego świata. Jednak z przejściem do siebie postanowiłam poczekać do czasu, kiedy nikogo nie będzie w domu. Właśnie taka okazja znalazła się następnego dnia popołudniu. Moja „rodzina” pojechała na zakupy. Stanęłam przed przejściem (teleportem) zamknęłam oczy i policzyłam do trzech. Po wypowiedzeniu ostatniej liczby zaczęłam biec prostu w stronę wyjścia z tego okropnego świata. Kiedy już byłam w teleporcie poczułam, że nie czuję gruntu pod stopami. Chyba unosiłam się w powietrzu, latałam. Jednak mimo wszystko
nie odważyłam się otworzyć oczu. Następnie owiało mnie zimne powietrze. Tuż po chwili ciepłe.
Nic z tego nie zrozumiałam, ale nie było to już dla mnie ważne. Kiedy poczułam, że mam już grunt pewna siebie otworzyłam oczy. To co ujrzałam niestety nie było tym, czego oczekiwałam.
Tak naprawdę ciągle byłam w tym dziwnym świecie. Rozpłakałam się. Spróbowałam jednak jeszcze raz. Czułam dokładnie to samo, ale efekt był inny. Tym razem znalazłam się już w utęsknionym domu. Jak się potem dowiedziałam nie było mnie trzy lata i teraz miałam naprawdę piętnaście lat. Po tym zdarzeniu wszystko się ułożyło, ale dlaczego i jak to się stało nigdy się nie dowiedziałam…