środa, 7 maja 2014

Gofry... mniam!

Dlaczego dzisiaj piszę o gofrach? Bo mam na nie wielką ochotę :)
Osobiście uwielbiam gofry i mogę jej jeść w każdej postaci i ze wszystkim (nawet jak się zasłodzę...).

 Co o gofrach "mówi" Wikipedia:
Gofr – rodzaj pulchnego lub chrupkiego wafla robionego w gofrownicy, gdzie nadawany jest mu charakterystyczny kształt – zazwyczaj jest to prostokąt lub kwadrat z kratownicą, rzadziej serduszka ułożone w kwiatek. Podaje się je najczęściej z bitą śmietaną i owocami, a także z dżemem lub z lodami.
Ciasto na gofry przygotowuje się przez wymieszanie mąki, cukru, soli, stopionego masła lub oleju, żółtek jaj i mleka, a następnie ubitych białek jaj. Specyficzną odmianą gofrów są gofry belgijskie, spopularyzowane w 2 połowie XX w.

Jak je zrobić? Oto jeden z przepisów :


Krok 1. Przygotowanie ciasta na gofry
Białka oddzielamy od żółtek. Z białek i szczypty soli ubijamy sztywną pianę. Żółtka miksujemy z olejem, mąką, proszkiem do pieczenia, mlekiem i cukrem waniliowym. Następnie delikatnie mieszamy z ubitymi białkami. Powinno nam wyjść ciasto o lekko gęstej konsystencji (na pewno dużo bardziej niż na naleśniki, ale wciąż lekko lejącej).
Krok 2. Smażenie w gofrownicy
Gofrownicę delikatnie smarujemy olejem (tylko przed nalaniem pierwszej porcji ciasta) i rozgrzewamy. Możemy też użyć oliwy w sprayu. Nalewamy ciasto tak, żeby delikatnie przykryć całą powierzchnię. Smażymy w gofrownicy na złoto-brązowy kolor. Bez obaw możemy otworzyć przykrywkę i sprawdzić, czy są już gotowe, a następnie, w razie potrzeby, zamknąć i jeszcze trochę podpiec. Razem z Anią uznałyśmy, że jej gofrownica lepiej podpieka u dołu i w połowie smażenia obracałyśmy gofry na drugą stronę, używając drewnianej łopatki. W ten sposób były równomiernie podpieczone z obydwu stron.
Można je jeść prawie ze wszystkim (bo chyba nie np. z grzybami itp.).
I jeszcze na zakończenie kilka fotek gofrów, aby narobić Wam "smaka".
 
                              

~Borówka
PS smacznego!

niedziela, 4 maja 2014

Post organizacyjny :)

Bardzo Was przepraszam za moją szalenie długą nieobecność, ale zrozumcie... brak weny powoduje u mnie niemalże spustoszenie. Jednak teraz z nowymi siłami i pomysłami wracam. Moja majówka? Taka sobie... Po pierwsze pogoda nie najlepsza, a po drugie brak pomysłów co robić itd. Wstawię za chwilę coś nowego na stronkę. Co? Niespodzianka. To chyba tyle. Kończę i słońca życzę :)

~Borówka

Tajemnice

Następnego dnia z ogromnym lękiem przekroczyłam próg szkolnych drzwi. Bałam się co Leo może odpowiedzieć. "Jednak nie miałam innego wyjścia. Musiałam mu powiedzieć. Nie mogłam już wytrzymać."- tłumaczyłam się sobie w myślach. Nagle wpadłam przez przypadek na Olivera. Obok niego stała Top...
 Top jest moją dobrą przyjaciółką od... chyba czwartej klasy. Zna prawie wszystkie moje sekrety (włącznie z tajemnicą o Leo), ja znam jej.Wiemy o sobie praktycznie wszystko. Jednak pozostały "drobiazgi", których o mnie nie wie.
 Kontynuując przebieg sytuacji, zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam Top stojącą właśnie obok Olivera. Od kiedy tylko pamiętam, szczerze go nienawidziła. Zrozumcie, więc moje zdziwienie! Postanowiłam iść dalej do szatni i nie zwracać na nich większej uwagi. Jednak jak zwykle coś, albo raczej ktoś, musiał mi utrudnić życie... Leo był już w szatni.
 A przecież specjalnie po to, by uniknąć konfrontacji z nim i odpowiedzi, wyszłam wcześniej z domu! Teraz musiałam wykorzystać mój "ekran". Zamknęłam oczy i wybrałam: "patrz w przyszłość". Zobaczyłam siebie i Leo rozmawiających i śmiejących się. Czyli nie odmówił! Uratowana! 
 Z całą pewnością na powodzenie weszłam do szatni. Od razu spojrzałam na Leo. Jego oczy były... były takie piękne.
- Jaka odpowiedź?- zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
Milczał. Najwyraźniej specjalnie trzymał mnie w niepewności. Jednak w końcu zaczął mówić:
- Myślę, że... powinnaś wiedzieć, że... Ty też mi się podobasz.- powiedział jąkając się, ale ostatnie słowa wymawiał tak szybko, że prawie go nie zrozumiałam.
 Byłam myślami w obłokach... I spełniło się to, co zostało przedstawione w "ekranie". Rozmawialiśmy i śmialiśmy się inaczej niż kiedyś, lepiej...
 Potem przypomniałam sobie o Top i Oliverze. To było coś dziwnego. Wyszłam z szatni, aby to wyjaśnić. Podeszłam do Top i poszłam z nią "na stronę". Zaczęłam "zabawę w komisariat".
- Co to ma znaczyć?- żądałam wyjaśnień.
- Co? Ale o co Ci chodzi?
- No o Ciebie i Olivera!- wybuchłam.
- Czekaliśmy na Ciebie. Oliver ma chyba do Ciebie jakiś "biznes".
- Ale dlaczego WY czekaliście?
- Ponieważ Oliver się jąkał, a ja miałam pomóc mu Ci to powiedzieć.
- Ale co?
- No dobrze... I tak wszystko by się wydało. Oliver chciał Ci powiedzieć, że...- zamilkła- że... On chciał Cię zaprosić na przyjęcie.
- I tylko tyle?- naprawdę spodziewałam się czegoś więcej.
- Tak. TYLKO tyle.
- Acha...
 Nagle podeszły do nas Leksy i Gekoni. Zdziwił mnie widok Leksy z zabandażowaną lewą ręką.
- Co się stało?!- zapytałam.
- Eee...- najwyraźniej nie chciała mi powiedzieć prawdy.
 Potem zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na lekcje...

wtorek, 11 marca 2014

*c.d. Urodzinki

Lekcje przebiegały bez większych komplikacji spowodowanymi nadmiernie wysoką ilością składanych mi życzeń. Wszystko miało przebiegać zgodnie z planem, którego nawet nie stworzyłam, czyli po prostu normalnie. Jednak jak zwykle jaśnie pan LOS chciał inaczej. Oczywiście tego dnia Oliverowi "odbiło", to znaczy: spytał się mnie czy coś do niego JESZCZE czuję. Przecież ja nigdy NIC do niego nie czułam, a na pewno nie w takim sensie, czyli w miłości czy zauroczeniu. Ogółem rzecz biorąc trochę mnie to zdziwiło i szczyptę zdenerwowało. Jednak nie spodziewałam się za żadne skarby tego co się mogło jeszcze wydarzyć... Zadziało się to od razu po lekcjach w szatki, kiedy wszyscy już wyszli. Wszyscy oprócz mnie i Leo. Zamknęłam oczy i włączyłam opcję "patrzeć w przeszłość", aby popatrzeć na nas wtulonych w siebie. Właśnie wtedy Leo zaczął rozmowę:
- Ty też tak umiesz! Nie jestem, więc tym dziwnym i innym!
- Ale o co Ci chodzi Leo?
- O TO z tymi zamkniętymi oczami. Ty też tak masz prawda...?- chyba się zaniepokoił czy aby na pewno "też tak mam".
Jednak nie miał się czego obawiać zbyt długo, bo już po króciutkiej chwili odpowiedziałam:
- Tak...- zawstydzało mnie to, że jestem ta INNA, ale przy Leo przynajmniej nie czułam tego, aż tak mocno.- Czy Ty też widzisz tak jakby "menu główne w komputerze" za każdym razem, kiedy zamkniesz oczy?
- Tak...
To jedno słowo wstrząsnęło mną tak mocno, że zapomniałam o wszystkim i w przypływie emocji powiedziałam:
- Podobasz mi się...
Kiedy tylko zorientowałam się jakie słowa wypowiedziałam dosłownie przed chwilą, wzięłam torbę i jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Bałam się jego reakcji...

koniec części "*Urodzinki"

Ups...Dzień Kobiet z opóźnieniem

 Bardzo Was przepraszam, wszystkie kobiety, ale wybaczcie. Nawet nie zauważyłam, że nie wstawiłam żadnego posta na ten chwalebny temat.

 Zacznijmy, więc to "wypracowanie".
Na wstępie pragnę nadmienić, iż cudowna ironia losu sprawiła, że zapomniałam o tym poście wcześniej, a teraz, kiedy go piszę opuściło mnie natchnienie... Nie wiem co mogę na ten temat napisać jak tylko...
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA WSZYSTKICH KOBIET !

~Borówka

PS z góry przepraszam za tak krótkiego i bezsensownego posta...


niedziela, 9 marca 2014

*Urodzinki

Zacznę od małego powiadomienia. Gwiazdka (*) przed tytułem posta oznacza od dziś, że to jest opowiadanie. A teraz właśnie ono:


Życie biegło dalej swoim rytmem, aż dobiegło do moich urodzin. Tym razem moje urodziny wypadały w piątek. Byłam wniebowzięta, kiedy obudziłam się w piątek rano i zobaczyłam w kalendarzu, że jest już 7 marca. W szkole było normalnie, chociaż prawie co krok ktoś składał mi życzenia. Jednak czegoś w tym wszystkim brakowało. Nie było tak jak zawsze, ale czy to "zawsze" musiało być "tym właściwym"? A no tak! Zapomniałam, że te urodziny MUSIAŁY być inne, nawet z takiego powodu, jak moje "zwidy"...

c.d. nastąpi 




piątek, 7 marca 2014

Słodzaśny!

Jest pewna rasa, która po skróceniu sierści wygląda, jak pluszowy miś.
Jest to rasa pomeranian, a po polsku szpic miniaturowy.
Niektórzy uważają, że popularnie nazywany mianem "psa rasy Boo" jest odmienną rasą. To nie prawda!
"Pies Boo" to ten sam pies co szpic miniaturowy, tylko z krótką sierścią. Dla porównania zamieszczam zdjęcie.


Jest słodziaśny. Każdy przyzna mi rację.

To na tyle...
~Borówka